Przejdź do treści
Strona główna » Blog » Badanie nastrojów

Badanie nastrojów

    Wiecie? Jednym z moich ulubionych ćwiczeń jest kończenie historii…

    Proste zadanie. Zazwyczaj ja zaczynam jakąś opowieść, a uczestnicy warsztatów mają ją dokończyć. W jakiś określony przeze mnie sposób. Chodzi o ograniczenie ich w ilości zdań czy czasu na wykonanie tego zadania.

    Genialne ćwiczenie… Dlaczego?

    Bo mocno pokazuje mi z kim mam do czynienia. Jaki vibe będzie nam towarzyszył. Serio…

    Na podstawie tego, jak ktoś kończy opowiastkę mogę powiedzieć, kto mnie słucha… i często jestem pozytywnie zaskoczony…

    Przykłady? Proszę bardzo.

    Niedawno podczas warsztatów dla wolontariuszy poprosiłem, aby uczestnicy dokończyli historyjkę, która mówiła o tym, że w pobliskim lesie, po zachodzie słońca pojawia się tajemnicza postać…

    Wieje grozą. Stephen King by się nie powstydził.

    Pewnie spodziewacie się, że krakowscy wolontariusze oraz ich przyjaciele poszli w stronę mrocznych opowieści, po których strach zgasić światło w przedpokoju…

    Otóż, nie tym razem…

    Większość ułożyła historyjkę, z której wynikało, że tajemnicza zjawa to postać, która pomaga tym, którzy się zgubili, że jest to ktoś, kto szuka i okazuje przyjaźń tym, którzy z jakiegoś powodu są w tym lesie. Jedno z zakończeń przewidywało sytuację, w której tajemnicza zjawa zaprasza turystów na grilla, który jest w środku lasu…

    Pozytywny nastrój, pozytywne emocje…

    Od razu wiadomo, że ludzie dobrze i przyjaźnie nastawieni do świata. Nie wszędzie widzą jego zło. A nawet jeśli, to chcą mu zaradzić dobrem…

    Chyba Niemen miał rację. Dobrych ludzi jest więcej, a ten świat, nie zginie nigdy dzięki nim…

    Drugi przykład pochodzi z warsztatów, których głównym tematem była motywacja oraz dążenie do celu i sukcesu. Szkoła podstawowa. Podział na grupki 3 lub 4 osobowe. Tutaj wstęp do historyjki był bardzo krótki. Mówił o tym, że był sobie Jaś, który codziennie patrzył na księżyc, ponieważ jego marzeniem było polecieć w kosmos.

    Dajmy sobie teraz czas na stworzenie tej historyjki. Jak byście, drodzy czytelnicy ją dokończyli? 

    A tak przy okazji. Wiecie, że w Sztokholmie jest pomnik „Chłopiec patrzący na księżyc”? Taki mały, fajny. To ten na zdjęciu. Dzieci zostawiają mu cukierki.

    Wracamy do historii. Po kilku minutach zapytałem uczniów, w której grupie Jaś doleciał na księżyc. Na szczęście w większości doleciał. To pokazuje, że mentalnie dzieciaki są nastawione na sukces.

    Jednak niestety, w wielu grupkach Jaś nie znalazł się w kosmosie. Szkoda. Część uczniów stworzyła historię, w której opuścił ziemię, ale rakieta spłonęła podczas startu. Albo bohatera spotkały inne przygody, które finalnie doprowadziły do fiaska. Niestety, bo pokazuje to trochę, że te konkretne dzieciaki raczej nie wierzą w sukces.

    Na szczęście to da się zmienić. I tutaj widzę sens warsztatów. Pokazywanie dzieciakom, że ich sukces jest w ich rękach.

    Zaskoczyła mnie natomiast jedna grupka, w której Jasiu nie doleciał w kosmos. Z przyczyn od siebie niezależnych musiał wrócić po starcie na ziemię. W czasie lotu udało mu się jednak nawiązać kontakt z kosmitami, z którymi skontaktował się ponownie gdy był już na ziemi. Poprosił ich, żeby po niego przylecieli i zabrali go na podbój galaktyki. Ten nastrój ciekawie pokazuje nastawienie dzieci, które wiedzą, że nie można się poddawać po pierwszej porażce. Trzeba szukać nowych rozwiązań, które pomogą nam spełniać marzenia.

    Niby zwykłe historyjki… Niby możliwość wybrania każdego zakończenia. Pozytywnego lub negatywnego… a jednak… co w głowie to na papierze…

    A jak zakończyły by się twoje historyjki?